poniedziałek, 11 lipca 2016

ABSURDALIA RELIGIJNE - CZ. 2450

***
WSADŹCIE SOBIE BOGA...

W porządku, nie trzeba być osobą religijną, by stać się publicznym utrapieniem, tak jak nie trzeba mieć wykształcenia medycznego, by być alkoholikiem, ale statystycznie rzecz biorąc to pomaga, ponoć. Czy ktoś się temu dziwi?

Będzie to dość nieuprzejme nagranie, bo zdawało mi się ostatnim razem, że dość jasno wyraziłem swoje stanowisko w kwestii Pisma, ale najwyraźniej chyba nie całkiem. Są osoby, które uznały, że będą mnie ewangelizować, ponieważ według nich nie ogarniam prawdy i muszą mnie w tym względzie wyprostować z wykorzystaniem - zgadnijcie czego - Pisma. A że nie chcę o nim w ogóle słyszeć, mam podobno ciasny umysł - to ci dopiero ciekawostka!
 
Stwierdzenie przez osoby religijne, że mam ciasny umysł, to trochę jak gdyby banan wytykał ci, że jesteś żółty. Ale tym razem muszę przyznać, że jest nieco prawdy w tym zarzucie. Chodzi o to, że mój ciasny umysł potrafi tylko angażować się w rzeczywistość. Wiem, zabrzmi to nierozsądnie, ale odkryłem, że jeśli coś nie jest częścią rzeczywistości, to jestem do tego automatycznie wewnętrznie uprzedzony - właśnie tak, uprzedzony - przeciwko udawaniu, że jest ono czymś rzeczywistym.

W gruncie rzeczy mam tak ciasny umysł, gdy chodzi o wiarę w bzdury, że, nie uwierzycie, ni mniej ni więcej, tylko  domagam się dowodów. Naprawdę. Żelaznych dowodów, które byłyby do utrzymania w sądzie. W sądzie z prawdziwego zdarzenia, nie w jakiejś tam komisji praw człowieka. I wiemy doskonale, że wy z tym swoim Pismem nie dostarczycie takich dowodów, nawet gdybyście gadali do końca świata. Dajcie
więc sobie spokój. 

Pożyteczniej by było, gdybyście się  zastanowili nad faktem, że wasza głęboka wiara nie jest niczym innym, jak kwestią  przypadku związaną z urodzeniem. Tak się zdarzyło, że właśnie tym, a nie innym rodzicom się urodziliście, a rzeczy, w które przypadkiem wierzyli, są bez wątpienia tym, w co wierzycie i wy. Gdybyście byli gdzieś indziej, to wierzylibyście w coś innego, a to uznawalibyście za herezję. Jednak w obu przypadkach wasza religia byłaby tą jedynie słuszną. Jak to jest, że nie czujecie się zażenowani?

Zatem dzięki, nie chcę słyszeć o waszej wierze i gwiżdżę na to, co wasze Pismo ma do powiedzenia o czymkolwiek. Przepraszam za mój ciasny umysł, ale jednak wyartykułuję to wam tak przejrzyście, jak to tylko możliwe, by uniknąć nieporozumień w przyszłości.

Otóż nie obchodzi mnie, że macie sposób na przemianę ołowiu w złoto. Zachowajcie go dla  siebie. Ewangelizowanie ludzi, którzy go nie chcą jest czymś niesmacznym. To jak publiczne obnażanie się. Gdzie się podziały dobre maniery? Znamy przecież doskonale tę gadkę. Bóg świadkiem, że słyszeliśmy ją tysiące razy, i że przez to nie staje się ona bardziej przekonująca, ale do was to nie dociera, prawda? 

Gdyby ktoś chciał sprzedać mi samochód, a ja bym uznał, że on nie
jest dla mnie, to nie oczekiwałbym tej osoby u siebie następnego dnia z tym samym samochodem, próbującej znowu mi go sprzedać, zwłaszcza w przypadku, gdyby ów samochód był niewidzialny. Jeśli jednak ta osoba by się zjawiła, to zostałaby odprawiona krótko, a okazanie jej szacunku byłoby wykluczone. Widzicie, nie interesuje mnie rynek samochodów. Żadnych. Postanowiłem chodzić piechotą. W ten sposób dostanę się tam, gdzie idę i idę tam, gdzie się dostanę. I będę szczęśliwy, gdy dojdę. W zasadzie już jestem szczęśliwy.

Zatem nie potrzebuję słyszeć o czyimś bogu albo zbawicielu czy proroku, czy świętych pismach, czy o jakimkolwiek nadprzyrodzonym magicznym bóstwie; czy nawet o jakimś wariancie tego projektu: pół-bogu, pół-człowieku itp. kombinacjach. Nie jestem zainteresowany. Wszystko to słyszałem już wcześniej i uważam, że jest kłamstwem. Obraźliwą, poniżającą bzdurą, która zatruwa wszystko, z czym się zetknie.

W gruncie rzeczy zawsze gdy mam do czynienia z religią czuję się brudny, zatruty obleśnością nieszczerych frazesów, które przepycha się jako mądrość; zachłannością na kasę; pustosłowiem pozbawionym jakiegokolwiek człowieczeństwa czy współczucia... Dajcie spokój! I ten wyniosły, napastliwy ton, wieczne natarczywe domaganie się przywilejów i absolutnie niewybaczalne molestowanie umysłów małych dzieci. Uważam też, że ci ludzie, którzy z religii robią sobie profesję są szumowinami świata. Myślę, że gdyby
jutro Jezus się zjawił, to by się ze mną zgodził. Miejmy nadzieję, że tak się stanie. Pokój.
Pat Condell
***
Na marginesie
ransformacja...
(potrzebna od zaraz!)
|||||
|||
|
nie jest prosta, bo...
|||||
|||
|
Krzyż jest symbolem religijnym, 
ale nie można pomijać jego znaczenia 
jako symbolu kultury i tożsamości narodowej.
Edyta Jefimko
(sędzia Sądu Apelacyjnego w Warszawie
w wyroku z 9/12/2013, stwierdzającym
że krzyż wiszący w sali Sejmu
nie narusza dóbr osobistych)
i
|||||
|||
|
 Krzyż w Sejmie mi nie przeszkadza.
Donald Tusk
(też twierdził m.in.,
że ,,nie będzie klękał przed księdzem")

Kto wie,
może obecnej Pani Premier przeszkadza
albo
Panu Prezesowi Kkraju,
względnie
jego Prawej Ręce z DługoPiSem.
Warto by ich o to zapytać. 

ARE YOU READY...
TO THINK?

 PODAJ DALEJ! 

                                           

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza