niedziela, 23 listopada 2014

ABSURDALIA RELIGIJNE - CZ. 1854

Nie.
Steven Soderbergh
(zapytany, czy istnieje jakiś Bóg)
***
W dzisiejszym światopoglądowo rozlazłym, perwersyjnie megapoprawnym politycznie świecie, zwięzłość powyższej odpowiedzi (w języku angielskim - No. - jeszcze większa niż w polskim), jej jednoznaczność i stanowczość są orzeźwiające. Szczególnie wymiar (nie fizyczny, a intelektualny) kończącej ją kropki: żadnego przelewania z pustego w próżne, żadnego pascalowskiego zawracania dupy, żadnego pokrętnego srutututu, które tak uwielbiają wszelcy fani natchnionej logiki bardzo rozmytej i wiel(oj)ebni oszuści (zwłaszcza oni), nie wspominając o pokrytych z praktycznych względów (wchodzenie w odbyt, np. klerowi) cuchnącym śluzem politykach.  

Cytowany powyżej gość bez wątpienia stoi mocno na ziemi -  żyje i pracuje tu i teraz, dla dobra tych, którzy żyją tu i teraz. Jakieś wyimaginowane ,,tam i wtedy" nie istnieje. Kropka.

Jednym z żelaznych argumentów na poparcie punktu widzenia tego uznanego reżysera może posłużyć choćby tragicznie wysoka liczba małych pacjentów na oddziałach dziecięcych szpitali czy hospicjów całego świata. Albo ćwierć miliona ofiar śmiertelnych jednego tylko ataku tsunami.

Wspomniany ,,Bóg" gra główną rolę w cieniutkim jak woda święcona filmidle o mdląco-ckliwym tytule Miłość, prawda i cuda, który raczej powinien brzmieć Seks, kłamstwa i... hipokryzja albo coś w tym guście.

                                                                                        

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza