niedziela, 18 czerwca 2017

ABSURDALIA RELIGIJNE - CZ. 2792

 CHORA DYCHOTOMIA 
Dokonam zatem coming outu. Jestem ateistką. Nie wierzę w Boga, bogów, bożków ani żadne siły wyższe poza samym wszechświatem, który wydaje mi się wystarczająco potężną siłą. Nie wierzę w życie pozagrobowe, kontakt ze zmarłymi, reinkarnację, telekinezę ani żadne cuda, oprócz cudu życia i świadomości, które z kolei zadziwiają mnie jako cuda zdarzające się niezwykle obficie. Uważam, że wszechświat podlega prawom fizyki, z których część znamy, inne z pewnością dopiero odkryjemy, a nawet jeśli nie, będzie to wynikiem - jak powiedział mój kolega George Johnson - tego, że nasz mózg rozwinąwszy się stosownie do wymagań życia na tej małej planecie jest siłą rzeczy ograniczony. Jestem także przekonana, że świat jakim go widzimy został ukształtowany prawdziwie cudowną, powiedzmy transcendentną ręką ewolucji, działającą na drodze doboru naturalnego.
Natalie Angier
(w swojej książce Wyznania samotnej ateistki)
***
 
Ostatnio dokonałem coming outu jako ateista, po 29 latach bycia chrześcijaninem. Była to jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłem, bo nie chciałem zranić czy zawieść nikogo spośród tych, których kocham. Rodzina w tej chwili ze mną nie rozmawia, co pogarsza sprawę. Mojej dziewczynie przychodzi bardzo trudno zaakceptowanie sytuacji i wszystko to niemal doprowadziło do naszego rozstania, ale ona rzeczywiście próbuje zrozumieć. Czuję się naprawdę wolny, bo trzymałem ten szit w sobie około 5 lat, a nie byłem w stanie z nikim na ten temat porozmawiać z obawy, że stracę wszystkich wokół. Nawet jeśli to jest trudne i prawdopodobnie wiele osób poczuje się urażonymi, niewątpliwie warto zrobić ten krok. Radzę wszystkim, by byli odważni i tak właśnie postąpili, bo trzymanie tego szitu w środku jest torturą. Można być tylko sobą.
Quentin Vogel 
***
Wszelkie ,,coming outy" (od ang. come out - wyjść) są nieco upokarzające, bo pokazują, że wcześniej (ze względu na debilne środowisko złożone z oszołomów) trzeba było starannie ukrywać swoje poglądy czy preferencje, a teraz w akcie swoistego - niezamierzonego, aczkolwiek łatwo zauważalnego - intelektualnego ekshibicjonizmu ujawnia się je.

Otóż określając się mianem ,,ateiści" (gr. θεός --> theos - bóg), czyli ,,nie-teiści", wielu racjonalnie myślących ludzi nieświadomie podnosi status semantycznie pustego ,,Boga", obniżając jednocześnie własny. Termin ten jest jednak całkowicie zbędny, tak jak zbędne są specjalne terminy na określenie nie-astrologa, nie-alchemika, nie-ufologa, nie-... itd. itp. W konsekwencji przyjmowana automatycznie dychotomia niewierzący - wierzący jest absurdalna i powinna wylądować w śmietniku na semantyczne odpadki, ponieważ w pierwszym przypadku mamy do czynienia z używaniem rozumu i racjonalnymi argumentami, a w drugim z używaniem tylnej części ciała jako źródła ,,argumentów". Po prostu nie ma tu mowy o jakiejkolwiek poznawczej równoważności.

Gdy mówię, że nie wierzę w Zeusa, Artemidę, Apollona, Thora, Odyna, Frejra, Baala, Ozyrysa, Ra, Quetzalcoatla, Toutatisa, jestem normalnym człowiekiem. Nie muszę podawać uzasadnienia swojego stanowiska czy podstaw swojej niewiary. Jednak gdy powiem, że nie wierzę w Boga, to nagle jestem ateistą. Ateizm jest postawą domyślną, od której dewiację stanowi wiara.
Anonimowy Człowiek Myślący

Proponuję, żeby - skoro już trzeba będzie ten nieszczęsny coming out wykonać i się określić - używać np. terminu ,,ailitioista" (gr. ηλίθιος --> ilithios - głupi), podkreślając tym samym, że wszystko, co urąga racjonalnemu umysłowi będzie ignorowane i wyszydzane.

ARE YOU READY TO...
BECOME NORMAL?
 PODAJ DALEJ! 
                                                 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza