sobota, 21 maja 2016

ABSURDALIA RELIGIJNE - CZ. 2399

Post z września '12 
(W odpowiedzi na zadane mu w trakcie jednej z debat pytanie o to, czy poważna choroba, którą właśnie wtedy przechodził zmieniła w jakikolwiek sposób jego pogląd na kwestię życia pozagrobowego.)
Powiedziałbym, że odrobinę zwiększa moją pogardę dla fałszywego elementu religijnego pocieszenia i awersję do jego aspektu dyktatorskiego i totalitarnego. Zakładam, że ten pierwszy jest zrozumiały sam przez się, a w tym drugim chodzi o to, że w naszym społeczeństwie jest zupełnie normalną rzeczą podchodzenie do umierającej nieznajomej osoby, która jest niewierząca, i mówienie jej np. - Czy teraz zamierza pan zmienić swoje nastawienie do wiary? W istocie rzeczy takie pytanie jest postrzegane niemal jako uprzejme...; a jak wiadomo istnieje cała długa historia oszustw utrzymujących, że Darwin zmienił swoje nastawienie na łożu śmierci, wymyślano kłamstwa dotyczące Thomasa Paine'a i tak się dzieje przez cały czas. Jest to bardzo wredna tradycja i pobrzmiewa w niej nuta szantażu: ludzie piszą ,,Prawdopodobnie pozostała Pani jedna jedyna szansa. Czy zamierza Pani z niej skorzystać? Piszę to jako przyjaciel.". 

Próbowano tego nawet w stosunku do mnie, gdy byłem bardzo chory i nie miałem na szpitalnym łóżku energii na tyle, na ile bym chciał... Ale nic, jakoś daję sobie z tym radę. Sądzę jednak, że jest wiele osób starszych, bardziej chorych ode mnie i - nie chciałbym się wydać zarozumiały - gorzej wykształconych ode mnie, które bardzo przykro przeżywają słowa mocno dla nich przygnębiające i niepokojące.

A co by było, gdybyśmy tak z Samem* utworzyli specjalną służbę złożoną z ludzi mających za zadanie odwiedzać szpitale wyznaniowe (byłoby to odwróceniem tego, co się dzieje obecnie) i zwracali się następująco do leżących tam w bólu osób: - Mówi pan, że jest pan katolikiem?... -Tak... - Proszę więc pomyśleć. Wie pan, prawdopodobnie zostało panu tylko kilka dni, ale nie musi pan ich przeżyć jako niewolnik. Wystarczy uznać, że wszystko dotychczas było kupą bzdur; że księża pana oszukiwali, a ja natomiast zagwarantuję, że poczuje się pan lepiej...

Nie sądzę, by było to bardzo etyczne. Myślę, że byłoby to naruszeniem zasad dobrego smaku. Jednak gdy się tak postąpi ,,w Imię Boże", to będzie na to społeczne przyzwolenie... No cóż, pierdolić to! - mówię. I powiem nawet wtedy, gdy będzie to moim ostatnim tchnieniem. Dziękuję.
Christopher Hitchens
_________________________________
* Harrisem, biorącym też udział w debacie.
---
Anonimowy 16 czerwca 2014 08:35
Chwile triumfu szamanów, gdy nie na jednym schodzącym wymuszają ,,nawrócenie się'', chowają się wobec zwycięstwa medycyny, do której uciekają się nawet Namiestnicy Chrystusa. To dopiero weryfikacja wiary składanej na ołtarzu nauki. Jak trwoga do do...lekarza.
Wiara do doopy, czy kreator nie taki wszechmocny, jak sądzą?

Artur Pocieszko


                                                                                    

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza