wtorek, 14 kwietnia 2015

ABSURDALIA RELIGIJNE - CZ. 1996

 SKAZAŃCY 
Są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dodatkową bruzdę, która jest charakterystyczna właśnie dla pewnego zespołu wad genetycznych.
Franciszek Longchamps de Bérier
***
Oto ilustracja tezy pana księdza profa, wprawdzie na podstawie analogii do pomarańczy - organizmów nieco bardziej zaawansowanych ewolucyjnie niż głęboko wierzący i praktykujący członkowie Kkorporacji zabobonu - niemniej  jednak pewne uogólnienia poczynić można. 

1. Przedstawiona poniżej, poczęta techniką in vitro pomarańcza rzeczywiście ma wyraźne bruzdy, które są charakterystyczne właśnie dla pewnego zespołu wad genetycznych i niezbicie dowodzą niższej wartości konsumpcyjnej, zatem żaden szanujący się przedstawiciel stanu duchownego by jej nie tknął, nawet swoją laską.  
|||||
|||
|
2. Z kolei ta pomarańcza jest poczęta metodami naturalnymi, ale z pewnością niezgodnie z nauką kościoła, ponieważ posiada pewne drobne skazy. Są one prawdopodobnie skutkiem rozwiązłości prokreacyjnej, np. akt płciowy odbył się nago, w pozycji innej niż mechaniczno-misjonarska, tudzież przy zapalonym świetle itp. 
|||||
|||
|
3. A tu mamy perfekcyjną, poczętą zgodnie z nauką kościoła pomarańczę. Jej poczęcie z pewnością odbyło się wzorcowo - w zupełnej ciemności i bez zbędnych ubocznych seksualnych działań z wyjątkiem transferu nasienia męskiego do zbiornika zwanego osobnikiem żeńskim (w przyp.  niektórych podgatunków, np. catholicus megavulgaris - niewiastą). Ten piękny (niczym cytowany bezbruzdowy ks. prof.) owoc ma wielkie szanse zostać w przyszłości specjalistą w dziedzinie cytrusologii katolickiej albo nawet cytruso-pedofilologii eklezjastycznej.
|||||
|||
|
---
Zostawmy na razie naukę i powiedzmy sobie jasno, że jest coś złowieszczego w trosce Kkleru o dzieci. Im ona większa, tym bardziej podejrzane jego intencje. To tak, jak gdyby lis skwapliwie ochraniał kurczęta albo kobra martwiła się o dobro myszy...
Dopóki funkcjonują tacy profesorowie (ksiądz profesor jest przede wszystkim klechą!), to oczywiście i tacy lekarze są, byli i niestety będą. Przykładem pewien człowiek nauki z niedawnej przeszłości (zmarł 10 lat po przyjściu na świat pana ks. prof.), dubeltowy doktor - antropologii (Uniwersytet w Monachium) i nauk medycznych (Uniwersytet we Frankfurcie) - nazwiskiem Josef Rudolf Mengele. Posiadał on bardzo rozległą wiedzę, m.in. na temat bruzd wszelakich i rozmaitych zespołów wad, które w swoim ośrodku naukowo-badawczym na terenie KL Auschwitz-Birkenau skrupulatnie testował, opisywał i eliminował. Naszemu wielebnemu profesorowi ten sympatyczny doktor z pewnością jest znany, choćby z zaszczytnego przydomka, jaki felerni przedstawiciele rasy ludzkiej przebywający we wspomnianym ośrodku mu nadali - 
Anioł... 
 
Śmierci.
---
Skądinąd nawet sam Najwyższy Genetyk nie przepada za ludźmi wybrakowanymi (wQrwia Go widok własnej fuszerki?). Pan ks. prof. z pewnością jest tego świadom, bo Słowo Boże musi znać...
|||||
|||
|
 BIBLIA TYSIĄCLECIA 
 Stary Testament 
 Ks. Kapłańska, rozdz. 21, ww. 17-20
«Tak mów do Aarona: Ktokolwiek z potomków twoich według ich przyszłych pokoleń będzie miał jakąś skazę, nie będzie mógł się zbliżyć, aby ofiarować pokarm swego Boga. 
Żaden człowiek, który ma skazę, nie może się zbliżać - ani niewidomy, ani chromy, ani mający zniekształconą twarz, ani kaleka, 
ani ten, który ma złamaną nogę albo rękę,
ani garbaty, ani niedorozwinięty, ani ten, kto ma bielmo na oku, ani chory na świerzb, ani okryty liszajami, ani  ten, kto ma zgniecione jądra.
Kkorporacja zabobonu z wyjątkową skrupulatnością wypełnia te zalecenia w stosunku do kandydatów na swoich funkcjonariuszy. Kapłan z jakąś ,,dodatkową bruzdą" byłby obrazą Majestatu Pana, Jego Aniołów i Świętych... Bérierą dla doskonałości.

                                                                                       

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza