czwartek, 25 stycznia 2018

ABSURDALIA RELIGIJNE - CZ. 3013

SPIESZMY SIĘ UCZYĆ LUDZI
TAK SZYBKO GŁUPIEJĄ
 PIĄTE 2.0 
 ZABIJAJ ZABOBON 
Jak wiadomo wszystkie sprzeczności w objawionym Nieomylnym Słowie można zawsze z pomocą Ducha Świętego obciemnić (tj. objaśnić alternatywnie). Po to właśnie kształci się (na koszt podatnika) religijnych spin doktorów, czyli wszelkich wielejebnych szarlatanów od teologicznego przelewania z pustego w próżne. Polityka PiSekty z przyległościami opiera się na identycznym podejściu do rzeczywistości rzeczywistej, tj. na ,,dobrej zmianie" jej w rzeczywistość alternatywną (pod hasłem: Śmiało - zmieścisz się!). Panuje tu prawda alternatywna i fakty alternatywne z niewyczerpalnego źródła jak niżej...
|||||
|||
|
Wkrótce takie podejście, oparte na logice alternatywnej - teologice - może stać się normą obowiązującą na podstawie prawodawstwa uchwalonego przez parlament Republiki Parafialnej.
***
Skąd autorzy ewangelii znali historie, które opowiedzieli? Czy byli oni świadkami opisanych wydarzeń? Może ktoś inny im te historie opowiedział? A może są one całkowicie zmyślone?

Gdy jako dziecko po raz pierwszy usłyszałem opowieści o Jezusie, nawet wtedy zastanawiałem się, skąd ich autorzy wiedzieli o zdarzeniach, które relacjonowali. Wszystko było niby w porządku, gdy chodziło o jakiś incydent z udziałem Jezusa i jego apostołów, ale przy wielu ważnych zdarzeniach nie było żadnych innych znaczących świadków.

Na przykład istnieje szereg wątpliwości co do tego, kto był obecny przy chrzcie Jezusa. Jednak opowieścią, z którą mam największy zgryz jest tzw. ,,kuszenie Chrystusa", gdy podczas szeregu spotkań z Jezusem diabeł najpierw nakłania go do zamienienia kamieni w chleb, potem rzuca mu wyzwanie do skoku ze szczytu wieży świątynnej i sprawienia, by anioły go uratowały, a na koniec zabiera go na szczyt góry i oferuje mu wszystkie bogactwa świata.

Otóż zastanawia mnie, że nie ma tu najmniejszej wzmianki o żadnej innej postaci towarzyszącej Jezusowi. Nie było przecież nikogo na tym pustkowiu, prawda? Nikogo też nie zabrano ani na szczyt świątyni, ani na szczyt góry. Jak u licha autorzy ewangelii dowiedzieli się o tych zdarzeniach?

Pytałem o to chrześcijan i najbardziej wiarygodną odpowiedzią, jaką usłyszałem była - ,,Cóż, o tym wszystkim powiedział im, gdy prowadził ich przez pustkowie. Pewnie wtedy zagadał - słuchajcie ziomki, zgadnijcie co się stało, gdy po raz pierwszy wszedłem w ten mesjański biznes: przebywam sobie na ziemi, a tu ni stąd, ni zowąd pojawia się diabeł i zabiera mnie na szczyt góry..." Tylko czy można uwierzyć w taką historyjkę? Nie sądzę.

Problem posiadania faktycznych świadków staje się jeszcze trudniejszy. Wszystkie trzy ewangelie - Mateusza, Marka i Łukasza - opowiadają o ostatnim spotkaniu Jezusa z apostołami w ogrodzie Getsemani. Kłopot w tym, że ci apostołowie wciąż zasypiają; Jezus strofuje ich za to kimanie i odchodzi, żeby się pomodlić. To znaczy, że apostołowie śpią, a Jezus się modli. Ewangeliści przytaczają  słowa aż trzech modlitw Jezusa. Łukasz nawet dorzuca pojawienie się anioła. Wszyscy apostołowie wtedy spali!

Idźmy dalej. Zaraz po tym zdarzeniu Judasz zdradza Jezusa, który niezwłocznie zostaje aresztowany i odprowadzony na proces i ukrzyżowanie. W żadnym momencie nie uzyskuje on możliwości przekazania komukolwiek informacji, że modlił się w ogrodzie, podczas gdy apostołowie spali. Nie ma zatem żadnych świadków tego zdarzenia. Tym, co można było zmyślić i co rzeczywiście zmyślono są słowa Jezusa wypowiadane podczas modlenia się w ogrodzie. 

Oto kolejna fantastyczna historyjka. Jeszcze jedna barwna opowiastka z Nowego Testamentu. 
Kenneth Humphreys

ARE YOU READY
TO
FEED...
OR KILL...
SUPERSTITION?
 
Nauka nie wie wszystkiego.
Religia nie wie niczego.
AronRa
  PODAJ DALEJ! 

                                               

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza