niedziela, 7 września 2014

ABSURDALIA RELIGIJNE - CZ. 1777

 
 WIELKI, ALE DLA KOGO?
Konstantyn. Wiele osób zna to imię. Czyż to nie Konstantyn był tym cesarzem, który zalegalizował chrześcijaństwo i uczynił zeń oficjalną religię imperium rzymskiego? Otóż w zasadzie nie. Ściśle rzecz biorąc nie jest to prawdą. Cesarzem, który zalegalizował chrześcijaństwo był poganin, zaciekły przeciwnik chrześcijaństwa - cesarz Galeriusz. 
Jego edykt czyniący z chrześcijaństwa legalną religię został wydany w roku 311, na dwa lata przed tym, jak Konstantyn wydał podobny edykt w Mediolanie. Konstantyn też nie uczynił z chrześcijaństwa oficjalnej religii. Tym, co edykt mediolański głosił, była wolność wszystkich Rzymian do honorowaniu swoich bóstw zgodnie z indywidualnymi upodobaniami.

Jednak sam Konstantyn faworyzował chrześcijan, wychwalał ich i nadawał im przywileje. Wszystko to było bardzo atrakcyjne dla ambitnych Rzymian i zachęcało do odchodzenia od pogańskich bóstw na rzecz chrześcijańskiego boga. 


Niewykluczone, że słyszeliście tę sławną historię. Otóż w roku 312 Konstantyn maszerował na Rzym. W przeddzień decydującej bitwy przy moście Mulwijskim miał widzenie - krzyż pojawił się na niebie z zawołaniem: ,,pod tym krzyżem zwyciężaj". Rozkazawszy umieszczenie znaku krzyża na tarczach żołnierzy, Konstantyn zepchnął do wody oddziały swojego rywala, zajął Rzym, przeszedł na chrześcijaństwo, zjednoczył imperium i tak się zaczęła szczęśliwa historia chrześcijańskiego świata.

Niestety, praktycznie też nic z tego nie jest prawdą. Przede wszystkim widzenie Konstantyna było w gruncie rzeczy rzekomym snem, który miał i opowiedział o nim swojemu sekretarzowi kilka lat później. Wtedy nie było nawet wzmianki o znaku krzyża, który został symbolem chrześcijaństwa dopiero po upływie kilku wieków. Symbolem, który Konstantyn faktycznie przyjął był chi-rho,

pierwsze dwie litery greckiego słowa christos [Χριστός]. Sztandary cesarskie były bardzo ważne dla armii rzymskiej - opiekuńcze duchy każdego legionu, kohorty i centurii rezydowały w sztandarach przechowywanych w kaplicznym skarbcu każdego obozu, gdzie podlegały rytuałom i były przedmiotem czci.

Konstantyn dał swoim oddziałom nowy sztandar - tzw. labarum, 

ukazujący jego portret i symbol chi-rho. Postępując w ten sposób, podobnie jak każdy inny rzymski generał, miał nadzieję pozyskać wsparcie największego z bogów. Jednak wcale nie miał pewności, o którego boga chodzi. Jego matka, barmanka imieniem Helena, była chrześcijanką i niewykluczone, że wpłynęła na ten wybór. Tak czy siak, na początku kariery jego boskim protektorem było bóstwo słońca, na cześć którego przyjął imię Invictus, czyli Niezwyciężony. Cesarskie monety jeszcze przez całe lata zawierały wizerunek ,,Sol-Invictus", a na łuku triumfalnym Konstantyna, wciąż stojącym w Rzymie i dedykowanym wszystkim bogom, w istocie widnieje bóstwo słońca - Apollo. Chodzi o to, że nie mówimy tu ani o religijnym nawracaniu się, ani o przekonaniach, a raczej o odwoływaniu się po prostu do najskuteczniejszego talizmanu.

Tak się zdarzyło, że Konstantyn był generałem, który miał szczęście. Torując sobie morderstwami drogę do władzy absolutnej pozostał przez całe życie głęboko przesądnym poganinem. Wyjątkiem był chrzest, który przyjął, ale dopiero na łożu śmierci. Wcześniej biskupów chrześcijańskich wyniesiono z nieznaczących nizin na prominentne stanowiska dworu cesarskiego, przyznano im wynagrodzenie z budżetu państwa i ulokowano w pałacach. Biskupi okazali swoją wdzięczność Konstantynowi przez ogłoszenie go wybranym przez Boga trzynastym apostołem, a przeznaczeniem jego następców i potomków było panowanie nad cesarstwem.

Biskupi zostali tubą dynastii rządzącej i surowo tresowali swoją trzodę, by biernie przyjmowała oficjalnie ustaloną prawdę.

Ale to nie była ani prawda, ani historia. Był to zdumiewający stek bzdur z Nowego Testamentu.
Kenneth Humphreys

                                                                                            

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza