wtorek, 20 maja 2014

ABSURDALIA RELIGIJNE - CZ. 1667

Pod naszymi stopami miasta pogrzebane; ziemia, po której stąpamy jest grobowca trotuarem. Oto piramidy strzelające w niebo i ludzie pełzający niczym insekty u ich podnóża; i ten sfinks, olbrzymi w swej wygodnej odpoczynku pozie, trzymający w łapach jakąś zrujnowaną świątynię. 

Od czasu wzniesienia tych wspaniałych monumentów samo niebo uległo zmianie. Gdy architekci Egiptu rozpoczynali pracę, inna gwiazda polarna wisiała na północnym niebie, a Krzyż Południa świecił nad wybrzeżem Bałtyku. 

Czyż nie są cudowne wspomnienia o tych postaciach i ludziach starożytnych, których imiona poszły w zapomnienie, bo żyli i trudzili się w nadto odległej, niespisanej przeszłości. Zbyt wspaniali, by ich znać siedzą na wyżynach dziejów i patrzą z góry na sławę... Tamci ludzie umarli i tamci bogowie umarli. Stali się wspomnieniami. 

Gdzie jest teraz Ozyrys, który zstąpił na ziemię w imię miłości do rodzaju ludzkiego i został zabity za sprawą złej woli jednego nieżyczliwego człowieka, i który zmartwychwstał, by sądzić umarłych? Gdzie jest teraz matka Izyda z dziecięciem Horusem na swym łonie? Wszyscy oni umarli, odeszli do krainy cieni. Jehowo - jutro ty i twój syn dołączycie do nich.
Winwood Reade
Izyda karmiąca Horusa
(déjà vu?)
                                                                                         

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza