poniedziałek, 14 kwietnia 2014

ABSURDALIA RELIGIJNE - CZ. 1631

 SZPILĄ W SZEFA RZĄDU
czyli
 NAWIJANIE MAKARONU NA MIKROFON 
(...)
Monika Olejnik: Słyszał Pan Premier o Kościele Spaghetti? ... Powinien być zarejestrowany czy nie?
Donald Tusk: Nie słyszałem
[śmiech]. Nie jest to moja działka. 
MO: Ale minister jest od tego... administracji.
DT: Właśnie musiała mnie teraz pani przyszpilić. Znaczy nie... nie...
 
MO: Dobrze, Kościół Spaghetti ma prawo być w Polsce czy nie?
DT: Moim zdaniem to nie jest kościół i nie powinien korzystać z możliwości rejestracji jako kościół. Można robić happeningi, można zakładać stowarzyszenia... jest pełna swoboda. Pamiętajmy też o tym, że rejestracja kościoła wiąże się z pewnymi przywilejami i w związku z tym... które mają być typowe dla wspólnoty ludzi, którzy wyznają jakąś wiarę, a nie dla happenerów. Natomiast chciałbym też powiedzieć, że oddzielenie państwa od kościoła to jest zasada, która powinna być bezdyskusyjnie przestrzegana, n
ie ma tutaj żadnych wątpliwości
i równocześnie wsparcie choćby takich przedsięwzięć, jak choćby muzeum Jana Pawła II też zasługuje na odrobinę więcej takiego skupienia i powiedziałbym refleksji, a nie tylko wrzasku, kto jest za Kościołem, to jest za, kto jest przeciw, ten jest przeciw i robi się taka domowa wojna i uważam, że idealnym modelem jednak jest takie przyjazne rozdzielenie państwa  i kościoła, ale także zdolność do współdziałania wtedy, gdy mamy na myśli dobro publiczne(...)
Donald Tusk
***
Widać wyraźnie, że mówiąc o odmowie Kościołowi Latającego Potwora Spaghetti prawa do legalnego funkcjonowania w sferze publicznej, Pan Premier posługuje się typową dla ,,religijnych" hipokryów mocną argumentacją wprost z ujścia jelita grubego. Od kiedy to - Kkuria mać! - świeckie państwo ocenia treść i jakość wiary? Ono ma zdaje się tylko stwierdzić, czy są spełnione formalne warunki stawiane związkowi wyznaniowemu/kościołowi przez prawo przy rejestracji. Kropka. Pejoratywne i lekceważące nazywanie wyznawców jakiejś idei/wiary ,,happenerami" nie przystoi szefowi rządu, występującemu oficjalnie w swojej roli na antenie radia. Mieszkamy przecież w wolnym demokratycznym kraju, w którym każdemu ponoć gwarantuje się szacunek dla jego uczuć religijnych. Podobne do wspomnianej prześmiewcze opinie członkowie rządu i partii mogą sobie oczywiście wygłaszać w knajpie przy piwie albo podczas intensywnego nieklęczenia przed księżmi.  

Wydaje się, że Panu Premierowi i jego partyjno-rządowym towarzyszom dobrze by zrobiło przyjrzenie się sytuacji pewnej ,,wspólnoty ludzi, którzy wyznają jakąś wiarę" sprzed 3,14 x drzwi dwóch tysięcy lat. Chodzi mianowicie o niezwykle poważnych (żadnych tam happenerów) wyznawców Baranka Bożego, czyli niejakiego Jezusa, który tak sprytnie się urodził, że swojej mamusi nawet błony dziewiczej nie uszkodził (sam David Copperfield byłby pod wrażeniem!), spacerował też po wodzie, którą przy okazji zamieniał w wino, wskrzeszał kilkudniowych, cuchnących już nieboszczyków, tudzież wizytował piekło i niebo - łał! łał! łał! 

A jednak status tych szczerych wiernych był w starożytnym pogańskim Rzymie dość podobny do tego, jaki za sprawą dzisiejszego układu politycznego mają wyznawcy LPS. Pierwsi nieliczni fani Jezusa mieli bardzo pod górkę z rejestracją swojego związku wyznaniowego. Wszechmogący też nie za bardzo pomagał. Przypomnijmy co o nich i ich idolu mówił satyryk z tamtych czasów Celsus:
Przede wszystkim jednak muszę zająć się sprawą Jezusa, tak zwanego zbawiciela, który stosunkowo niedawno temu nauczał nowych doktryn i sądzono, że jest synem bożym. Ten zbawiciel, jak spróbuję pokazać, oszukał wielu i spowodował, że zaakceptowali postać wiary szkodliwą dla dobra ludzkości. Religia ta, zapuszczając korzenie wśród klas niższych wciąż rozprzestrzenia się pośród gminu - można nawet powiedzieć, że rozprzestrzenia się skutkiem prostactwa i analfabetyzmu jej wyznawców. I chociaż jest pewna liczba umiarkowanych, rozsądnych i inteligentnych ludzi, którzy interpretują jej wierzenia alegorycznie, to jednak w swej zasadniczej postaci kwitnie ona  pośród ciemnoty.     
Celsus

Hm, cóż, opinia choć słuszna (i wciąż aktualna!), to co najmniej niepochlebna. Dziś jej wyraziciel byłby prawdopodobnie oskarżony i skazany z art. 196 kk (prawie Kk) za obrazę uczuć religijnych. Tak więc historia zatoczyła koło. Teraz, w roku 2014, pastafarianie - nieco ponad 100 wyznawców - są oficjalnie happenerami z niepoważnej sekty,
zaś chrześcijanie-katolicy - 35 milionów wyznawców w Kkraju - są śmiertelnie poważnymi członkami swojego jedynie słusznego Kkościoła. 
Nie ma wątpliwości, że o takim czy innym statusie irracjonalnej organizacji wyznającej zabobony (czy to serio, czy dla jaj) decyduje jej zdolność wywierania presji na państwo, by wymuszać dla siebie coraz to nowe przywileje, tony publicznej kasy i czego tam jeszcze. Wszystko oczywiście, jak to Pan Premier był łaskaw ująć, ,,gdy mamy na myśli dobro publiczne" (zwłaszcza to płynące z indoktrynacji dzieci). Niech mu nieborakowi błogosławiony Santosubito da zdrowie.
---
Po wysłuchaniu tych pokrętnych, szemranych moralnie i intelektualnie odpowiedzi naszego wspaniałego menrza stanó poczułem, że jestem oblepiony jakąś gęstą cuchnącą mazią i że muszę zwrócić śniadanie,
|||||
|||
|
tudzież zażyć odrobinę umysłowej odtrutki...
|||||
|||
|
Jestem tolerancyjny w stosunku do wszystkich wyznań. Jeśli jednak któreś z nich pozwoli na to, by używano go do celów politycznych, spotka się z polityczną opozycją z mojej strony. Według mnie kościół i państwo powinny być rozdzielone nie tylko formalnie, ale także faktycznie. Religia nie powinna mieszać się z polityką.
Millard Fillmore  
***
Bez względu na religię praktykowaną prywatnie, dla urzędnika państwowego nic nie może stać wyżej niż jego przysięga, że będzie przestrzegał konstytucji w każdym jej punkcie - włącznie z pierwszą poprawką i ścisłym rozdziałem kościoła od państwa.  
John F. Kennedy
---
Nie chcemy oficjalnego kościoła państwowego. Nawet gdyby 99% ludności było katolikami, to wciąż byłbym mu przeciwny. Nie chcę, żeby władza cywilna mieszała się z władzą religijną. Chcę, by było jasne, że rozdziałowi kościoła od państwa jestem oddany z głębokiego osobistego przekonania. 
John F. Kennedy
***
Nie ma miejsca na osobiste przekonania religijne w kampaniach politycznych czy kierowaniu polityką społeczną.
Geraldine Anne Ferraro

Uff, już mi nieco lepiej.

 Powaga pomaga! 

                                                                                       

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza