czwartek, 31 stycznia 2013

ABSURDALIA RELIGIJNE - CZ. 1194

 
Mimo że jestem ateistą i zwolennikiem sekularyzmu i przeciwnikiem religii do możliwie najwyższego stopnia, to nie mam żadnego problemu z wierzącymi w Boga, jeśli jest to ich sposób na życie. Właściwie uważam, że dla niektórych ludzi wiara w nieprawdziwego boga - a ten jest nieprawdziwy, bo wszyscy są - może mieć działanie terapeutyczne, tak samo jak, powiedzmy, sztuczne światło dzienne może pomagać na zimową chandrę.

Jednak prywatna wiara i publiczna religia to dwie całkowicie różne rzeczy. Gdy religia staje się publiczna, traci duchowość i upolitycznia się, prowadząc swoją kampanię opartą na programie podszytym hipokryzją.  A ponieważ utrzymuje, że posiada boski autorytet, domagający się spoza granic rozumu bezwarunkowego podporządkowania i posłuszeństwa, to ma w pogardzie demokrację w takim samym stopniu, jak homoseksualistów i kobiety, czyli w dość dużym i zawsze zmierza ku teokracji; ku umocnieniu własnej władzy i statusu kleru.

Publiczna religia istnieje wyłącznie dla dobra kleru, kler istnieje wyłącznie dla dobra kleru i ten kluczowy punkt należy dobrze zrozumieć. Prywatna wiara, wymiar duchowy, jakkolwiek to nazwać, nie potrzebuje, by nim administrowała ani by go nadzorowała klasa uprzywilejowanych duchownych zamordystów. Wiadomo przecież, że publiczna religia jest tak samo uzależniona od kleru, jak on jest uzależniony od niej. Jedno nie może istnieć bez drugiego, a w gruncie rzeczy żadne nie jest potrzebne. I oczywiście to wiadomo, więc dlatego ich nic niewarta religia polega na wywoływaniu poczucia winy, podporządkowaniu i posłuszeństwie, a nie na uświadamianiu. Dobry żart! To jest ostatnia rzecz, jakiej pragną, ponieważ ludzie uświadomieni nie potrzebują kleru.

Jak sądzicie, dlaczego papież mówi katolikom, że posłuszeństwo doktrynie Kościoła jest fundamentem ich wiary? Nie ,,Kazanie na górze", nie miłość bliźniego; posłuszeństwo jest twoim fundamentem. Oczywiście, że tak. Musi być! Bo alternatywą jest zajrzenie w głąb własnego serca, które jest ostatnim miejscem, do którego te pasożyty chciałyby, żebyście zaglądali, bo to właśnie tam znajduje się wykrywacz bzdur.

Słyszałem różne określenia kleru - klechy, wampiry w koloratkach; wszy ludzkości jest jednym z moich ulubionych, ale nie sądzę, by te epitety dobrze oddawały prawdziwe nadużycia  duchownej profesji, która jest zaangażowana w proces świadomego sprowadzania ludzkości na manowce. Tak jak alchemicy, którzy specjalizują się w przekształcaniu złota w ołów, kler usilnie stara się wyeliminować w jak największym stopniu kreatywność i przyjemność, by skutecznie neutralizować ludzkie doznania i przekonywać, że to życie nam nie wystarcza. 

Twierdzi, że jest moralnym autorytetem, podczas gdy jego osiągnięcia pokazują, że słowa ,,religia" i ,,moralność" nie mogłyby nawet być użyte w tym samym zdaniu, tak jak słowa ,,kreacjonizm" i ,,nauka" albo ,,islam" i ,,edukacja" czy ,,biblijny" i ,,sensowny".  W gruncie rzeczy jedyną nauką, jaką każdy zdrowy na umyśle człowiek może wynieść z religii, jest to, by nie wierzyć wszystkiemu, o czym czyta się w książkach.

Zawsze gdy jakiś wysoko postawiony hierarcha wypowiada się w mediach, to wychodzi z siebie, żeby określić świeckie poglądy jako formę ekstremizmu, podczas gdy to oni sami są ekstremistami, nalegającymi, byśmy zaprzeczyli dowodom płynącym z naszych własnych zmysłów, i nie tylko po to, by zadowolić się kupą niemożliwych do udowodnienia bredni, ale też po to, by mogli dyktować nam wiele aspektów naszego życia. Czy można sobie wyobrazić bardziej skrajny ekstremizm?

I nie cofną się przed niczym w umacnianiu swoich gównianych dogmatów...
Pat Condell
***
Zainspirowany powyższymi myślami wołam -

 Aby PolsKka rosła w siłę, a kler żył dostatniej! 

                                                                                               

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza